-
-
[news]Szkolne dni projektowe
[news]EGZAMINY POPRAWKOWE
[news]Drodzy uczniowie
[news]ZDAWALNOŚĆ EGZAMINU MATURALNEGO 2013
[news]Konkurs PAX ET BONUM
[news]Zakończenie roku szkolnego
Liceum Ogólnokształcace
im. Braci Sniadeckich
ul. Partyzantów 4
59-900 Zgorzelec
tel/fax: +48 75 7752512
e-mail: zgorzeleclo@wp.pl
news > Jeśli czerwiec to oczywiście... w TATRY
Jeśli czerwiec to oczywiście... w TATRY



Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że nasz wymarzony wyjazd nie dojdzie do skutku, bo likwidacja naszego miejscowego przewoźnika z jednej strony oraz niezrealizowana podstawa z drugiej nie wróżyły dobrze., ale wrodzony optymizm organizatorów wskazywał, że na pewno się uda. Pewnośc mieliśmy wtedy, kiedy 13.06.2013 o godz. 24.00 wyruszyliśmy ze Zgorzelca . Prof. Walotka przywitał wszystkich i życzył udanej wycieczki, zaznaczając, że jej sukces również od nas zależy. Podróż minęła bardzo sympatycznie i szybko, o 2.30 już świtało, o .7.30 byliśmy na miejscu przed naszym pensjonatem. Po zakwaterowaniu i bardzo krótkim odpoczynku spotkanie z przewodnikiem - bardzo sympatycznym panem Tomkiem i wyjście na szlak.. Przy Jaszczurówce weszliśmy w Dolinę Olczyską, dalej Kopieniec, i kultowy Nosal, to najważniejsze punkty pierwszego dnia. Miało być tylko małe przetarcie - według zapewnień prof. Walotki, choć wyszło z lekka inaczej, ale nie mamy najmniejszych pretensji. W sumie to ponad 12 km. Zmęczeni, wieczorem poszliśmy z opiekunami na powitanie Krupówek. Następny dzień - sobota , to dzień prawdy. Zapowiada się całkiem całkiem. Pobódka godz. 5.00 i zaraz śniadanie, i szybko w góry. Podsłyszeliśmy rozmowe naszego przewodnika z opiekunami, że w jego długoletniej pracy zdarzyło się po raz pierwszy aby tak wcześnie wyjść na szlak z grupą. Już czujemy się wyróżnieni. Warto było, trasa piękna, choć potwornie długa /w sumie blisko 27 km/. Trasa wyglądała następująco: Po siódmej byliśmy na parkingu w Palenicy Białczańskiej.

Po opłaceniu wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego wyruszyliśmy na szlak. Początkowo szlak biegnie drogą asfaltową, po której w sezonie letnim kursują dorożki konne. Po przejściu początkowego, łagodnego, odcinka zaczęliśmy wchodzić coraz wyżej. Po prawej stronie wyłoniła się zza drzew piękna panorama Tatr Wysokich. Po ok. 40 min marszu usłyszeliśmy szum wodospadu- dotarliśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza-jednego z najbardziej znanych wodospadów tatrzańskich. Wodospad znajduje się na potoku Roztoka wypływającym z Doliny Pięciu Stawów. Tu szlak się rozwidla- My skręciliśmy w prawo, by zielonym szlakiem prze Dolinę Roztoki dotrzeć do Doliny Pięciu Stawów Polskich.



Wspinaliśmy się wygodną ścieżką, która początkowo biegnie dość stromo pod górę, przez piękny świerkowy las. Po pewnym czasie droga nieco się wyrównuje i biegnie wzdłuż potoku Roztoka, przecinając go od czasu do czasu. Po wyjściu z lasu naszym oczom ukazały się piękne szczyty z bardzo charakterystycznym masywem Koziego Wierchu i Buczynowej Siklawy po prawej stronie. Po krótkim odpoczynku przy małej drewnianej chatce, która znajduje się przy szlaku właśnie na potrzeby zmęczonych turystów, ruszyliśmy dalej. Wspaniale było tak iść wśród gór, podziwiać ich majestat i słuchać szumu płynącego obok nas potoku.

Ścieżka pięła się coraz wyżej, wchodziliśmy w piętro kosodrzewiny. Następnie skręciliśmy idąc czarnym szlakiem w lewo do schroniska znajdującego się przy Przednim Stawie. Żar leje się z nieba, widoki przeurocze, kondycyjnie wciąż dajemy radę, choc czujemy zmęczenie, a przed nami dość odległy wciąż cel - Szpiglasowa Przełęcz 2110m npm. Po miłym odpoczynku ruszamy dalej. Podążamy wpierw niebieskim, później żółtym szlakiem, mijając po drodze odgałęzienia szlaków w kierunku na Krzyżne i na Kozi Wierch. Po obejściu Wielkiego Stawu, najgłębszego jeziora w Tatrach, skręcamy w lewo w kierunku Szpiglasowej Przełęczy.

Wspinamy się coraz wyżej, ścieżka biegnie teraz wśród głazów, jest coraz węższa a widok za nami jest coraz rozleglejszy. Po ok. dwóch godzinach od wyjścia ze schroniska docieramy do ostatniego odcinka podejścia pod Szpiglasową Przełęcz. Jest ona ubezpieczona łańcuchami i trzeba uważać by się nie poślizgnąć na prawie gładkich skałach. Emocje przednie. W końcu dotarliśmy- stoimy na Szpiglasowej Przełęczy. Przed nami rozciąga się wspaniały widok na Tatry Wysokie- widać Gerlach, Rysy, Niżne Rysy, Mięguszowieckie Szczyty, Cubrynę. W oddali widać masywy Lodowego i Łomnickiego Szczytów. Wciąż niedowierzanie, jak się tutaj znaleźliśmy. Warto dla takich widoków się wspinać, nie żal potu. Dla wielu z nas był to mały Mt. Everest. Krótka sesja zdjęciowa i rozpoczynamy wędrówkę w dół, w kierunku Morskiego Oka. Żółty szlak, którym wędrujemy, nosi popularną nazwę "ceprostrada" i jest jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków w Tatrach. Zejście nie jest trudne, ścieżka biegnie ukosami do Dolinki za Mnichem, skąd biegnie szlak na przełęcz Wrota Chałubińskiego. Schodząc, widzimy w dolince za Mnichem jeziorka okresowe zwane Stawami Staszica. Po niespełna dwóch godzinach jesteśmy przy MoKo /Morskie Oko/. Pozostało jeszcze 8,5 km na parking, potem obiadzik i Krupóweczki a jakże! Ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Opiekunowie są z nas i z siebie bardzo dumni.

Jutrzejszy dzień zapowiada się lajcikowo. Z Polany Huciska Doliną Chochołowską do schroniska i dalej na Grzesia 1653m n.p.m. Tam uroczystość, która corocznie gromadzi ludzi gór z Polski i Słowacji. Na szczycie znajduje się drewniany krzyż, ustawiony w roku 1992 na pamiątkę konspiracyjnych spotkań działaczy opozycyjnych z Polski i Słowacji. Po uroczystej mszy św. odbył się spontaniczny piknik, w którym oczywiście uczestniczyliśmy. Kolejna mocna dawka wrażeń i kolejne kilometry w nogach. A jutro, już tylko zasłużony relaks w SPA w Bukowinie Tatrzańskiej, zakup pamiątek i powrót do domu. /wcale nam sie nie chce wracać/, wszyscy deklarują chęć przyjazdu w Tatry jesienią. Już odliczamy czas.



To były cudowne dni, żaden komentarz nie odda tego co zobaczyliśmy, czuliśmy, czego doświadczyliśmy...Dziękujemy za wszystko naszym wspaniałym opiekunom, byli zawsze przy nas, czuliśmy się przy Nich bardzo bezpiecznie. Kiedy dojeżdżaliśmy i widać już było światła Zgorzelca prof. Walotka podsumowując na gorąco wycieczkę pochwalił nas i podziękował za ten wspólnie spędzony czas i powtórzył za kimś bardzo mądrym prosząc żeby na całe życie zapamiętać maksymę, że człowiek nie idzie w góry żeby zdobywać szczyty, tylko by stawać się lepszym. My chyba też lepsi choć troszkę wróciliśmy. Dziękujemy, i do zobaczenia jesienią na szlaku!




_____________
Autor: Daniel Aniszkiewicz